1. Inizio pagina
  2. Contenuto della pagina
  3. Menu principale
  4. Menu di Sezione
  1. IT
  2. EN
  3. ES
  4. FR
  5. PT
  6. PL
Contenuto della pagina

Mistyk i Męczennik

1 września 1939 roku Niemcy wypowiedziały wojnę Polsce i zaczyna się posuwanie się naprzód ich oddziałów w kierunku miasta stołecznego Warszawy.
Oddziały niemieckie docierają do Niepokalanowa, nakładają plomby na drukarnię i zabierają do aresztu O. Kolbego, O. Piusa Bartosika, Wikariusza Klasztoru, Br. Ludwika Kima, kleryka japońskiego, i 35 braci.
Brat Juwentyn wspomina:
„Ojciec Kolbe, jakby przeczuwając te ciężkie chwile i chcąc nas na nie przygotować, już 28 sierpnia mówił nam o trzech etapach życia. Pierwszy etap to przygotowanie do działalności, drugi – działalność, trzeci – cierpienie. Oto, co mówił:
„Ten trzeci etap życia, etap cierpienia, chyba teraz i mnie trzeba będzie przebyć. Od kogo, gdzie i jak cierpienie przyjdzie, Niepokalanej samej wiadomo. Tylko chciałbym przelać krew aż do ostatniej kropli w celu przyspieszenia zdobycia całego świata dla Niej. Tego samemu sobie i Wam również życzę. Bo cóż, Drogie Dzieci, wznioślejszego życzyć mogę sobie i Wam?... Nic wznioślejszego nie znam. Gdybym znał, powiedziałbym Wam o tym, ale nie znam... Sam Pan Jezus mówił: „Nie ma większej miłości nad tę, aby duszę swą oddać za przyjaciół swoich” (J 15,13)”
Do braci przebywających poza Niepokalanowem pisze:
„Drogie moje Dzieci, Tym razem podaję Wam nieco urywków z niektórych listów braci:
... Chociażby nas dzieliły kraje, morza, oceany, to jednak serca i dusze nasze byłyby i wtedy złączone wspólnym celem każdego człowieka, ideą i celem Milicji Niepokalanej… Teraz dopiero widzę i sercem czuje, że tam jest królestwo Niepokalanej A stamtąd słodka Jej opieka napełnia duszę mą pokojem…
Kto więc, spytacie, może już powrócić? Kto gotów dla Niepokalanej na wszystko, chociażby nawet przyszło złożyć Jej życie swoje w ofierze, bo jeszcze w Europie krew się leje i trudno wiedzieć, co się wydarzyć może…” (PMK 777).
Zachęca braci w następujący sposób:
„Więc módlmy się, znośmy krzyżyki, bardzo miłujmy dusze wszystkich bez wyjątku bliźnich, przyjaciół i nieprzyjaciół i ufajmy, a to wszystko w tym celu, by Ona stała się jak najprędzej Królową wszystkich i każdego z osobna po całym świecie” (PMK 774).
O najważniejszej działalności stwierdza:
„Najwznioślejsza jednak działalność się rozwija, to jest modlitwa. Nawet do poprzednich praktyk przybyła stała adoracja Najświętszego Sakramentu, o czym od dawna się marzyło… przez dzień cały nieprzerwany płynie strumień modlitwy, tej największej potęgi we wszechświecie, zdolnej przeobrażać nas i zmieniać oblicze świata... Działalność zewnętrzna jest dobra, ale oczywiście jest rzeczą drugorzędną… Tylko przez modlitwę można osiągnąć ideał” (PMK 777 i 784).
Pragnienie oddania własnego życia dla sprawy Niepokalanej i dla zasad miłości ewangelicznej było obecne w jego duchu zawsze i zostało odnowione, w bardzo jasnych terminach, 16 marca 1940 roku w liście do urzędnika starostwa powiatowego (okupacyjnego) w Sochaczewie:
„Wreszcie chciałbym zaznaczyć, że nie czuję nienawiści do nikogo na świecie. Treść mego ideału znajduje się w załączonych drukach. Co z nich wypływa, to moje; dla tego pragnę zawsze i pracować, i cierpieć, i choćby życie złożyć w ofierze - co zaś temu przeciwne, to nie moje, ale z zewnątrz i stąd wedle możności zwalczałem to, zwalczam i zawsze zwalczać będę…” (PMK 767).
Z więzienia na Pawiaku pisze:
„…Pozwólmy się wszyscy Niepokalanej coraz doskonalej prowadzić, gdziekolwiek i jakkolwiek Ona nas chce postawić, aby przez dobre spełnianie naszych obowiązków przyczynić się do tego, by dla Jej miłości wszystkie dusze zostały pozyskane…” (PMK 838).

28 maja 1941 roku dociera do Oświęcimia i stamtąd pisze jedyny list do mamy, również z tym odciśnięciem pokoju i pogody ducha:
„Moja kochana Mamo, pod koniec miesiąca maja przyjechałem z transportem do obozu w Oświęcimiu. U mnie jest wszystko dobrze. Kochana Mamo, bądź spokojna o mnie i o moje zdrowie, gdyż dobry Bóg jest na każdym miejscu i z wielką miłością pamięta o wszystkich i o wszystkim” (PMK 839).
Powtarzał towarzyszom więzienia:
„Nienawiść nie jest siłą twórczą. Siłą twórczą jest miłość” …Nie zmogą nas te cierpienia, tylko przetopią i zahartują. Wielkich trzeba naszych ofiar, aby okupić szczęście i pokojowe życie tych, co po nas będą...”.
Przy takim nastawieniu dla niego było naturalne i spontaniczne przyjąć miejsce za tego nieznanego i płaczącego ojca rodziny w bunkrze śmierci.
Chrześcijańska miłość wymagała od niego, aby przywrócić dla afektu żony i dzieci ubogiego tatę i towarzyszyć swoją posługą kapłańską innym dziewięciu nieszczęśliwym towarzyszom do uścisku z Ojcem niebieskim.
Jego gest poruszył też strażników:
„Takiego klechy jak ten nie mieliśmy tu jeszcze. To musi być nadzwyczajny człowiek”.
Jerzy Bielecki mówi w imieniu wszystkich:
„To był niezmierny szok dla całego obozu. Zdaliśmy sobie sprawę, że ktoś spośród nas, w tej ciemnej duchowej nocy duszy, wyniósł miarę miłości aż na najwyższy szczyt...Powiedzieć, że Ojciec Kolbe umarł za jednego z nas albo za rodzinę tej osoby, byłoby zbyt mało. Jego śmierć była uratowaniem życia tysięcy ludzi. I w tym, mogę powiedzieć, leży wielkość jego śmierci…” (Ze świadectw).

Wydaje się ważne uwidocznić, że w Oświęcimiu O. Maksymilian nie obronił tylko wiary, ale też człowieka, to jego „oddanie się” nie było niczym innym, niż dopełnieniem całej jego egzystencji.
W Kościele i w świecie ten gest O. Kolbego i, dzięki temu, także reszta jego dzieła będzie zawsze wspominana.