1. Inizio pagina
  2. Contenuto della pagina
  3. Menu principale
  4. Menu di Sezione
  1. IT
  2. EN
  3. ES
  4. FR
  5. PT
  6. PL
Contenuto della pagina

Świadectwa

Ileż wspomnień związanych z ojcem Alojzym, wiele osób, które go znały i mogły czerpać z jego bogactwa ludzkiego i duchowego. Spotkania, objęcia, szczere uściski dłoni, słowa szeptane albo powiedziane głośno, doświadczenia, które zostawiły znak w życiu wielu.
 

Ojciec Antonio Renzini, OFM Conv.

O ojcu Alojzym mogę powiedzieć, że był z pewnością jednym z braci bardziej znanych i szanowanych Prowincji i Zakonu, przede wszystkim w naszym regionie, który on przebiegał wzdłuż i wszerz, aby ofiarować swoją posługę franciszkańsko-kapłańsko-maryjną. U niego podziwiałem i starałem się naśladować stałość w decyzjach. Pamiętam, jak zwierzał się nam, młodym klerykom, że uratował swoje powołanie podczas bombardowań ostatniej wojny w Faenza dzięki swojej modlitwie do Niepokalanej. Tylko macierzyńskie dłonie Maryi go uratowały, przeżywając ponad miesiąc w schronieniu w kontakcie z osobami wcale nie godnymi polecenia.
Okresowo prowadził dla nas, młodych braci, rekolekcje, które zostawiały nas pełnymi entuzjazmu i pragnącymi coraz bardziej żyć zaangażowaniem w pobożność do Niepokalanej. Wpajał nam przekonanie, że Jezus Zbawiciel przyszedł do nas za pośrednictwem Maryi i oddając się Jej, troskliwej Matce, z pewnością dojdziemy do Jezusa. Ona jest mostem, poprzez który Bóg spotyka ludzi a ludzie Boga.
Podczas Klerykatu ojciec Alojzy wzywał nas do coraz większego poznania Niepokalanej i Jej Rycerstwa, do stania się gotowymi do prowadzenia pewnego dnia grup duchowości maryjnej i do życia prawdziwą pobożnością do Maryi, aby dojść z pewnością do mety kapłaństwa i prowadzić owocną posługę wśród ludu. (z książki „Un uomo, un sogno, una storia (Człowiek, marzenie, historia)”, s. 73-75)

 

Angélica María Diez, Misjonarka Niepokalanej o. Kolbego

Poznałam ojca w Maryjnym Ośrodku Olavarria (Argentyna) po dwóch latach kontaktu listowego. Język nie był przeszkodą. Serce ojca rozumiało mnie bardziej niż ja sama siebie znałam. Zawsze mnie animował i wspierał. W pamięci mojego serca przechowuję to wszystko, co nauczyłam się od niego, co otrzymałam od niego i co on mi powierzył, aby uczynić z tego skarb i przekazać go do dyspozycji Instytutu. Ileż słów, gestów, milczenia, spojrzeń wymownych jego zdrowego humoru, zwierzeń do zaniesienia na modlitwę.
Wiele razy spowiadałam się u niego. Odchodziłam odnowiona „w łasce i świętości” jak ze źródła chrzcielnego, świadoma i szczęśliwa, że jestem utwierdzona w prawdzie miłości, jaką Bóg miał dla mnie i powierzał mi, aby dalej przekazywała. Z ojcowską miłością pomagał mi odkryć moje dary i moje ograniczenia. Wspierał mnie i prowadził do ukochania mojego powołania, misji, charyzmatu i zachęcał do dania poznać tej rzeczywistości poprzez muzykę. Jakże wierzył ojciec w inspirację i w muzykę. Jakże cieszył się podczas wspólnych wieczorów, gdy śpiewaliśmy trochę po włosku i trochę po hiszpańsku ...
Dzięki, ojcze, za rozpalenie misyjnego ducha wewnątrz mnie i dodawanie mi odwagi, poprzez twoje życie i poprzez twoje świadectwo, do otwarcia się na łaskę Miłości, która zapładnia.
Dzięki, ojcze, za delikatną i ufną miłość do Matki Bożej, którą mi przekazałeś i mnie zaraziłeś.
Hasta pronto, tu hija, Angelica. (z książki „Un uomo, un sogno, una storia (Człowiek, marzenie, historia)”, s. 87-89)